piątek, 3 lipca 2015

wakacje i dzieło

Miło jest wyjeżdżać na wakacje kiedy jest się prawdziwie zmęczonym. Czuje się wtedy, że się na te wakacje prawdziwie zasłużyło i że to leżenie na plaży ma sens. A więc wyjeżdżam prawdziwie zmęczona, ale też z poczuciem, że to był dobry rok.


Przed wyjazdem przedstawiam jeszcze dzieło. Dzieło wspólne: moje, mojej siostry i pani od przyrody. Powstało z potrzeby: brak najprostszych, zabawnych i ładnie ilustrowanych materiałów do nauki czytania. Po przetestowaniu na moich uczniach postanowiłyśmy nieśmiało i powoli pokazywać to światu. A więc to jest część akcji promocyjnej. Wszystkich historyjek jest trzynaście (ale planujemy, że będzie więcej). W historyjkach niebieskich występują tylko wyraz fonetyczne, a w zielonych pojawiają się już dwuznaki i zmiękczenia. Tematyka głównie zwierzęca... Można zamówić mailowo oraz zapytać o szczegóły pod adresem: wasecapolski@gmail.com. Cena całego kompletu: 130 zł, pojedyncza czytanka: 15 zł.

Oto dwie przykładowe czytanki. Wpierw dziecko czyta pojedyncze słowa z wybranej historyjki, potem książeczkę bez patrzenia na obrazki, a potem dopasowuje podpisy do obrazków.



niedziela, 7 czerwca 2015

prezent

 W maju miałam urodziny. I nie wspominałabym o tym tutaj w ogóle, bo nie wydaje się, żeby to było potrzebne. Ale jednak wspominam, bo z okazji tychże urodzin czekał na mnie najpiękniejszy prezent jaki można sobie wyobrazić – od moich uczniów, oczywiście.
Wszystko zaczęło się od tego, że w poranek przed datą moich urodzin siedzieliśmy sobie z całą klasą na naszym klasowym dywanie i czytałam im coś na głos. Atmosfera była miła i swobodna i nagle trzecioklasistka M. spojrzała na ścianę, gdzie wiszą zdjęcia naszej klasy z podpisami i datami urodzin. Jest tam też moje zdjęcie. M. pomyślała chwilę, skontrolowała datę napisaną na tablicy (codziennie piszemy jaka jest data danego dnia) i wykrzyknęła: „Jutro są urodziny pani Jadwigi!”. Przytaknęłam i tyle. Potem wychodziliśmy na podwórko i widziałam, że cała moja klasa zgromadziła się razem i coś radziła, ale kiedy się zbliżałam, wszyscy milkli i przyjmowali tajemnicze miny. Ważne jest też to, że tego dnia nie było pani M., więc oni byli tam naprawdę sami.

Następnego dnia przyszłam do szkoły. Zostałam z samego rana zawezwana do sekretariatu, gdzie pani sekretarka miała do mnie rzekomo jakieś bardzo ważne sprawy i mnóstwo papierów do podpisania. Gdy wreszcie dotarłam do sali czekała tam na mnie starannie przemyślana niespodzianka, proszę zwrócić uwagę na dbałość o szczegóły. Dzieci zorganizowały to całkiem SAME:
  • Każdy miał dla mnie kwiatka (przyniosła je H., ale na wszelki wypadek zgłosił się też B., jakby H. zapomniała, więc dostałam podwójną porcję kwiatów)
  • Trzecioklasista F. i trzecioklasistka M. samodzielnie upiekli ciasteczka
  • Zamiast „Sto lat”, zaśpiewali mi po włosku „Tanti auguri”, bo wiedzieli, że uczę włoskiego i kocham Włochy (T., który chodzi do mnie na kółko języka włoskiego, podczas informatyki szukał tej piosenki na You Tube, po czym nauczył całą klasę).
  • Każde dziecko trzymało balon. Kiedy opadły pierwsze emocje okazało się, że muszę poprzekłuwać wszystkie balony, bo w środku każdego jest karteczka z życzeniami od poszczególnych dzieci.
Wyobraźcie sobie jak było miło tak świętować urodziny!

Zupełnie nie przejęłam się tym, że oto mija kolejny rok mojego życia, bo zobaczyłam, że to co zdarzyło się podczas tego roku, jak i podczas prawie pięciu lat mojej pracy w naszej szkole, ma głęboki sens. Zobaczyłam jak te dzieci - jak prawdziwa i dojrzała mikrospołeczność - potrafiły się zorganizować, samodzielnie rozdzielić zadania, przewidzieć i doprowadzić do końca to co zaplanowały. Chce się z nimi dalej iść.

piątek, 1 maja 2015

Podróż przez wyspy, półwyspy, cieśniny i przesmyki

Jest taki jeden materiał Montessori do nauki pojęć związanych z formami terenu, tworzącymi się przy zetknięciu wody z lądem. Dzieci uwielbiają pracować z tym materiałem, dlatego, że w jego skład wchodzą takie – można by powiedzieć – foremki, do których wlewa się wodę. Oprócz tego są drewniane tabliczki, gdzie woda jest gładka, a ląd szorstki.
I wtedy widać, że wyspa jest oblana wodą ze wszystkich stron, a jezioro to woda otoczona lądem, a archipelag to dużo małych wysp na oceanie. Kiedy dziecko już naleje sobie wodę, dopasuje podpisy i poćwiczy zapamiętywanie poszczególnych nazw, wtedy zwykle proponujemy mu zrobienie sobie własnej książki, gdzie będą wszystkie te formy. Można zrobić własne rysunki, można zrobić frottage korzystając z szorstkich tabliczek, albo poszukać na przykład zatoki, albo półwyspu na mapie i je przekalkować. Proponujemy to zawsze, z przekonaniem, że jest to jeszcze jedna forma ćwiczenia ręki i ćwiczenia pamięci. Dużo już takich książek powstało. Jedna została na półce w klasie, by świecić przykładem, inne zostały wzięte do domu, albo czekają gdzieś w szkole i czekają na lepsze czasy. Ale ostatnio zdarzyło się coś, co w całej krasie ukazało mi sens namawiania dzieci do takich działań, coś co mnie wewnętrznie rozpromieniło i wyzwoliło dużo nauczycielskiego entuzjazmu.
Dostaliśmy do klasy nowy materiał powiązany z tamtym. Jest to płócienna mata z nadrukiem fikcyjnej mapy, na której znajdują się wszystkie te formy: jezioro, zatoka, wyspa, półwysep, archipelag, cieśnina i przesmyk. Do tego są: drewniany samochodzik, drewniany samolocik i drewniana łódka oraz karty z poleceniami. Polecenia są tego typu: pojedź samochodem do końca półwyspu, opłyń wyspę łódką, znajdź jezioro na wyspie itd. Są one coraz trudniejsze i coraz bardziej złożone.

Do pracy z tym materiałem zabrała się ostatnio ochoczo trójka drugoklasistów. I już widzę jak mała M. ledwo co przeczytała pierwsze polecenie, a już obraca się do mnie z pytaniem:” Proszę paniii, a co to jest cieśnina?”. Nie zdążyłam zareagować, bo uprzedził mnie pracujący z nią S., mówiąc: „Nie pytaj pani. Musimy wykorzystać zdobytą wiedzę.” Po czym wstał i udał się do swojej ławki, na której ma tę zgromadzoną przez siebie wiedzę i mnóstwo innych skarbów. Przyniósł książkę, którą zrobił sam, pracując z opisywanym wcześniej materiałem, otworzył na stronie gdzie ma cieśninę i już – wszyscy wiedzą co to jest cieśnina. Chciałam go wyściskać i obcałować, ale oddaliłam się dyskretnie i do samego końca ich pracy nie zostałam już o nic zapytana.


sobota, 25 kwietnia 2015

rodzina słoni

Dziś tylko, chcę Wam pokazać jak twórczo wykorzystać folię z drugośniadaniowej kanapki i czas między śniadaniem, a wyjściem na podwórko.
Autor to trzecioklasista A., rodzina słoni powstała zupełnie spontanicznie



wtorek, 31 marca 2015

wystawa

Niektórzy uważają, że dzieci w naszej szkole nic nie robią, inni, że robią co chcą... Nie ma podręczników, nie ma dwunastu zeszytów ćwiczeń, nie ma zadań domowych... Wniosek jest prosty – nic nie robią i jeszcze do tego są niezdyscyplinowane, nie będą umiały pisać testów i nie poradzą sobie w życiu.
A my, jak zupełni wariaci, wciągamy ich w to i sami już w tym jesteśmy po uszy. I inaczej wydaje nam się dziwnie, bo w tym widzimy prawdziwą wartość. I nie chcemy dwunastu zeszytów ćwiczeń.


Ostatnio zorganizowaliśmy wystawę prac, które dzieci tworzyły podczas pracy własnej. Nie robiły tego specjalnie na tę wystawę, tylko w ten sposób się uczą. To są rzeczy, które chciały zrobić, bo same je wymyśliły, bo tego chciały się akurat uczyć; albo spodobała im się nasza sugestia, albo zainspirowały się pracą innego dziecka. Mały ułamek na zdjęciach. Ich dumy nie da się tu pokazać. Musicie sobie wyobrazić...











wtorek, 10 marca 2015

pochwała drugiego śniadania


Temat zdrowego odżywiania - naturalnych produktów, kurczaków pełnych hormonów, modyfikowanych genetycznie warzyw, wszechobecnego glutenu, alergii i nadwrażliwości pokarmowych – jest ostatnio na topie. Nie będę się w niego wgłębiać, bo szczególnie się na tym nie znam, a są osoby, które się znają i piszą o tym w naprawdę sensowny sposób (polecam: http://qchenne-inspiracje.blogspot.com/).
Chciałabym tylko wygłosić laudację drugiego śniadania, a szczególnie drugiego śniadania jakie widzę codziennie u moich uczniów. Och czegoż to nie kryją te kolorowe i przezroczyste śniadaniówki, pudełka, pudełeczka, folie i woreczki... Ale o tym za chwilę. Oczywiście ja też mam ze sobą codziennie drugie śniadanie, bez niego ani rusz. Kiedy od godziny mniej-więcej 10.00 (magiczna godzina drugiego śniadania to 10.30) pielgrzymują do mnie pojękujące dzieci: „Proszę panii (w gorszym wypadku: „proszę paniąą”), jestem głodnyy”, to często odpowiadam im krótko: „Ja też”.
Ale wszystko musi się odbyć według dobrze już przez wszystkich przyswojonego rytuału. Najpierw dyżurni śniadaniowi włączają muzykę, co jest znakiem dla reszty dzieci, że należy sprzątać i wpisać do specjalnego notesu co się dzisiaj robiło podczas pracy własnej, potem każdy idzie umyć ręce, następnie spotykamy się wszyscy razem na krótką modlitwę przed posiłkiem i możemy zaczynać! Dzieci nie muszą siedzieć przy swoich stolikach, zachęcamy je nawet do wzajemnych odwiedzin i zapraszania różnych osób na śniadanie (także pań oraz uczniów z innych klas). Panuje więc radosna atmosfera, niektóre konfiguracje nigdy się nie zmieniają, a znowu inne zmieniają się ciągle. Jest trochę gwaru, ciekawskie zaglądanie sobie do śniadań i pytanie chętnych z tabliczki mnożenia, albo dodawania i odejmowania w pamięci (z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wcale nie ma ich tak mało). No ale co w tych śniadaniówkach?! Na początku muszę zaznaczyć, że wprowadziłyśmy bezwzględny zakaz przynoszenia do szkoły słodyczy. Słodycze są przeznaczone na specjalne okazje (urodziny, czy inne szkolne atrakcje typu – Dzień Dziecka). Ten zakaz może jest czasem trudny dla dzieci i niekiedy ktoś próbuje coś przemycić, ale na dłuższą metę pobudza tylko do kreatywności dzieci i rodziców. Bo trzeba przyznać, że śniadania naszych uczniów są bardzo kreatywne. A więc:
  • Kanapki, które co dzień widzimy są w większości z ciemnego chleba (często takiego pieczonego w domu). Co w kanapkach? Raczej klasyka, ale zdarzy się humus.
  • Pokrojone warzywa: oczywiście marchewka, często papryka, ogórek, rzodkiewki, zdarza się kalarepa.
  • Owoce – zależy od sezonu. Ale zawsze są obecne jabłka. Dużo bananów, mandarynek, winogron. Pojawia się kiwi i pomarańcza, choć trudniejsze w obsłudze. Kiedyś było pomelo.
  • Owoce suszone (morele, banany, daktyle, rodzynki, mango), orzechy wszelakie (od fistaszków przez włoskie po laskowe), ziarna i pestki – szczególnie lubiany słonecznik.
  • Jeden uczeń ma codziennie świeżo przygotowaną owsiankę z owocami w specjalnym pojemniku, albo jogurt z płatkami i owocami – to budzi szczególną zazdrość pani J. i pani M.
  • Często pojawia się pieczywo chrupkie (tak zwane deseczki) i wafle ryżowe – są przez dzieci wprost uwielbiane, może wydają im się namiastką czegoś słodkiego i choć trochę niezdrowego...
  • Do picia: woda, herbata w termosie, sok zrobiony w domu, kiedyś był i kwas buraczany. No dobrze, czasem się zdarzy jakiś Tymbark, ale już Fanta – nigdy.

Och, czyż nie jest to śniadaniowe Eldorado? Chce się już jeść tylko i zawsze zdrowo.