poniedziałek, 9 czerwca 2014

jarmark



Dwa tygodnie temu w naszej szkole mieliśmy tydzień poświęcony kulturze szlacheckiej. Tak jak kiedyś było o mitologii, potem o legendach słowiańskich, a przyrodniczo o ziołach, Wiśle i w tym roku o geologii. Po prostu cały tydzień tylko szlachta i szlachta. W pierwszych dniach dzieci haftowały (jakie to piękne widzieć haftujących z zapałem chłopców z szóstej klasy) , zajmowały się iluminacją, kaligrafowaniem i robieniem pieczęci lakowych. Potem swoje wyroby miały sprzedać na jarmarku, który był jednym z ważniejszych punktów szlacheckiego tygodnia. Pomysł był taki, że uczniowie sprzedają, a nauczyciele kupują za, przygotowane na tą okoliczność, dukaty. Trochę nam wyszedł taki średniowieczny. Ale tak czy siak przeszedł nasze oczekiwania, bo w takich sytuacjach nasi uczniowie naprawdę prześcigają się w kreatywności, a ich zapał sięga zenitu. Kiedy już wszystko poukładali, to stwierdziłam, że brakuje tylko zwierząt w klatkach i smrodu. A więc oto co tam było:
  • stoiska z haftami i pieczęciami
  • punkty gastronomiczne: ogórki kiszone, chleb ze smalcem, chleb z powidłem
  • stoisko z herbami, robiono także herby na zamówienie
  • stoisko z bronią
  • stoisko kaligraficzne – można było sobie wybrać sentencję z przedługaśnej listy i kaligrafowano ją na poczekaniu
  • kuglarze: przedstawienia kukiełkowe, żonglowanie oraz magiczne sztuczki
  • mnich sprzedający modlitwę „Ojcze nasz” na jakiś skrawkach papieru

i oprócz tego gwar, śmiech i rozgardiasz. Wydaliśmy wszystkie nasze dukaty mimo porządnego targowania się i cieszyliśmy się, że tym razem z czystym sumieniem możemy im pozwolić na tak głośne zachowanie. Przecież to jarmark.

2 komentarze:

  1. Świetny pomysł z tym jarmarkiem. Bardzo lubię Twojego bloga! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń