wtorek, 2 lutego 2016

wakacje cały rok

Na każdym dniu otwartym w naszej szkole musimy odpowiadać na bardzo często zadawane przez rodziców pytanie: „co potem?”. Chodzi im o to czy to ich dziecko da sobie radę w zwykłym, tradycyjnym gimnazjum, albo liceum, po szkole Montessori. Jak ono się tam w ogóle odnajdzie i czy się odnajdzie i co my na ten temat myślimy. Ja zwykle mówię im, że najprawdopodobniej ich dziecko będzie się po prostu w tej szkole nudziło lub zamęczy nauczycieli niewygodnymi pytaniami.
A czego chciała Maria Montessori dla dzieci w tym wieku? W bardzo trudnym wieku... To jest czas kiedy się fizycznie przepoczwarzają, kiedy mają wielkie marzenia i ambicje, kiedy marzą o wielkiej przyjaźni, kiedy przeżywają pierwsze miłości, kiedy wydaje im się, że nigdzie nie pasują, kiedy zaczynają się nie zgadzać ze swoimi rodzicami, ale równocześnie potrzebują autorytetów...
Maria Montessori nie zdążyła napisać wiele na ten temat, ale wydaje mi się, że w tym co napisała było bardzo dużo dobrej intuicji. Zwróciła uwagę na to, że dzieci w wieku nastoletnim mają wielką potrzebę bycia w grupie, identyfikowania się z grupą, to co ich głownie interesuje to relacje z rówieśnikami. Poza tym młodzież wyrywa się już do samodzielności, ale cały czas jest na utrzymaniu rodziców i rzadko kiedy ma możliwość zarobienia jakiś pieniędzy, a już na pewno szkoła nie daje im takiej możliwości. To czym się muszą przede wszystkim zajmować dzieci w tym wieku to nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Bo programy są przeładowane, egzaminy do liceum albo na studia tuż tuż, rodzice mają ambicje i pokładają nadzieje... no więc trzeba po prostu siedzieć z książką i zakuwać. Tymczasem Montessori twierdziła, że młodzież w tym wieku potrzebuje pracy i to najlepiej fizycznej, która będzie wynagradzana, potrzebuje dorosłych ludzi, którzy mogą być dla nich wzorem, potrzebuje wiedzieć czego się uczy i po co, potrzebuje wspólnoty. Odpowiedzią na te potrzeby był projekt nazwany przez Montessori „Dzieci ziemi” i najogólniej rzecz biorąc chodzi o to żeby wysłać tych gimnazjalistów i licealistów na farmę, gdzie będą mieszkać, pracować i uczyć się i będą razem. Powinni z nimi mieszkać nauczyciele, którzy będą stanowić odpowiedni wzór dla uczniów i kształtować także ich moralność – najlepiej jeśli farmę prowadzi małżeństwo. Uczniowie powinni mieć możliwość zarabiania pieniędzy, Montessori sugerowała sklep z tradycyjnymi wyrobami oraz owocami i warzywami, które uprawiają albo prowadzenie domu gościnnego dla rodziców i innych odwiedzających szkołę-farmę. Wszystko to brzmi dość idyllicznie, a równocześnie wydaje się ekstremalnie trudne do zrealizowania.

A ja właśnie wróciłam z takiego miejsca... Hershey farm leży na wschód od Cleveland. Szkoła działa od 16 lat. Obecnie uczęszcza do niej około 50 uczniów, z czego połowa mieszka na farmie (druga połowa to dzieci z okolicy, które codziennie dojeżdżają do szkoły). Byłam na dniu otwartym, który zaczął się prezentacją pani dyrektor, ale większą część czasu zajęło zwiedzanie farmy, a przewodnikami byli uczniowie. Max (z Florydy) i Lucy (z okolicy – dojeżdża codziennie) byli świetnymi oprowadzającymi – spokojni, pewni siebie, uśmiechnięci i otwarci, chętnie odpowiadali na wszystkie nasze pytania. Widzieliśmy konie (3), krowy (3), świnie (2), kozy (dużo!), kury z kogutem. Byliśmy w bardzo poważnym warsztacie stolarskim, w szklarni, kuchni, jadalni. Zobaczyliśmy w jaki sposób produkuje się syrop klonowy. Widzieliśmy też gdzie śpią uczniowie i jak wygląda wspólny salon. Uczniowie mają na farmie wiele różnych rodzajów pracy do wyboru – zgłaszają się do danej grupy, ale w trzyletnim cyklu zdążą spróbować wszystkiego. Jest praca przy zwierzętach, jest praca w szklarni i w ogrodzie, jest pomoc w kuchni przy posiłkach, praca w warsztacie stolarskim oraz ceramicznym, praca przy pszczołach, produkcja świeczek, syrop klonowy i jest wreszcie zwykłe sprzątanie poszczególnych budynków. Oprócz tego są normalne lekcje. Chociaż całość bardziej kojarzy się z miejscem gdzie spędza się wakacje, a nie przyjeżdża się do szkoły.

w tym budynku śpią uczniowie




przestrzeń wspólna

pokój nauczycielski

wyroby uczniów, które można kupić na miejscu



warsztat

jadalnia

jadalnia na zewnątrz
serwetki - każdy ma swoją w swojej kieszonce

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz