wtorek, 2 kwietnia 2013

Ale czy to dziecko się nie cofa?

Niedawno był w naszej szkole dzień otwarty. Takie przedsięwzięcie wymaga poświęceń, bo trzeba zostać w szkole do wieczora, sprawiać wrażenie w pełni profesjonalnego nauczyciela i odpowiadać na bardzo dużo pytań, z których większość się powtarza. Takie przedsięwzięcie jest o wiele trudniejsze, kiedy uczy się w szkole Montessori. Bo takich dziwów jak u nas, to jeszcze ludzie nie widzieli. O wszystkim dziś nie będzie, bo byłoby tego sporo... Tylko o grupach mieszanych wiekowo, dlatego, że jedna pani bardzo się martwiła, że dzieci się cofają w rozwoju, przebywając w jednej klasie z dziećmi młodszymi.
Rzeczywiście stworzona przez Marię Montessori metoda zakłada nauczanie w grupach mieszanych wiekowo, w przedziałach 3 do 6 lat, 7 do 9 lat i 10 do 12 lat. W praktyce oznacza to, że mam w klasie pierwszoklasistów, drugoklasistów i trzecioklasistów (w odpowiednich proporcjach – w sumie dzieci jest 21). Uważam, że jest to warunek nieodzowny, aby móc tę metodę z powodzeniem stosować. Może niektórym kojarzy się to z zacofaniem i z małymi wiejskimi szkołami, gdzie wszystkie dzieci z konieczności były w jednej klasie. Ale tak właściwie, jeśli chwilę się zastanowimy, to dlaczego wszystkie siedmiolatki trzeba zamknąć w jednej klasie i broń Boże nie wpuszczać do nich żadnego ośmiolatka, a już na pewno – dziewięciolatka? Pomijając to, że są to dzieci, które mogły urodzić się w styczniu, a mogły też w grudniu, to naprawdę w ich rozwoju i dojrzałości szkolnej mogą być diametralne różnice. Maria Montessori podała najprostszy chyba, ale jak bardzo logiczny przykład: rodzina, w której są dzieci w różnym wieku. Taka rodzina świetnie funkcjonuje – młodsze dzieci uczą się od starszych, starsze dojrzewają i stają się odpowiedzialne przy młodszych, opiekując się nimi. Tak naprawdę to najwięcej problemów mają matki bliźniaków...
Oczywiście nie wygląda to tak, że wszystkie dzieci naraz zajmują się tym samym zagadnieniem, problemem, zadaniem. Oni maja czas zwany pracą własną, kiedy pracują z materiałem matematycznym, językowym, albo przyrodniczym. Otoczenie musi być odpowiednio przygotowane i dzieciaki muszą być wprowadzane w taki system pracy. Ale nauczyciel nie opędziłby się od pierwszaków, gdyby nie nieocenieni drugo – i trzecioklasiści, którzy wiedzą jak pracować z wieloma materiałami i chętnie uczą tych młodszych, albo sprawdzają poprawność wykonanego zadania. No ale wróćmy do zaniepokojonej mamy: czy ten trzecioklasista się nie cofa? Ona to rozumie, że dla pierwszoklasisty to jest świetne, bo on ma za wzór trzecioklasistów, do których chce równać. No ale te małe dzieci to chyba ciągną w dół tych starszych.
Próbowałyśmy wytłumaczyć zaniepokojonej mamie. Nie wiem, czy zmniejszyło to jej niepokój. Ale tutaj wytłumaczę to jeszcze raz. Ci trzecioklasiści to dopiero mogą rozwinąć skrzydła! Mogą być opiekunami, przewodnikami, nauczycielami. Jak mają wytłumaczyć coś czego się już nauczyli młodszemu koledze, to sami tę wiedzę utrwalają i aktywnie wykorzystują, a jacy bywają przejęci! Młodszy kolega też najprawdopodobniej chętniej przyswoi wiedzę przekazywaną przez kumpla starszego o dwa lata niż przez nauczyciela starszego o dwadzieścia lat, który już trochę zapomniał jak to było w podstawówce.
I jest jeszcze jedna ważna sprawa, o której powiedziała pani M.: jak w ogóle można powiedzieć, że człowiek traci na kontakcie z drugim człowiekiem, dlatego, że tamten jest młodszy? Przecież ten młodszy człowiek ma swój charakter, swoją osobowość, swoje zainteresowania. To jest po prostu drugi człowiek, który bardzo wiele może dać, nawet trzecioklasiście.

6 komentarzy:

  1. Całe szczęście, że dziecko w waszej szkole może się "cofnąć", a nie tylko gnać jak oszalałe naprzód, nie mając nawet szansy oglądnięcia się do tyłu.

    OdpowiedzUsuń
  2. A kiedy uczą się te starsze dzieci? Nie mam doświadczenia z tą metodą, więc zwyczajnie jestem ciekawa. Z tekstu wynika dla mnie, że młodsze uczą się od starszych, starsze utrwalają materiał poprzez uczenie młodszych, a nie wiem właśnie kiedy te starsze zdobywają nowa wiedzę i co w tym czasie robią dzieci młodsze.
    Pozdrawiam,
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to na tyle dynamiczny proces, że ciężko jest opisać szczegółowo jak to się dzieje. Ale w klasie jest wciąż obecnych dwóch nauczycieli i jeżeli którekolwiek dziecko (młodsze czy starsze) chce popracować z czymś dla niego nowym lub nauczyciel chce wprowadzić nowe zagadnienie, to tak się dzieje. Starsze dzieci nie mają też obowiązku uczyć tych młodszych, te sytuacje raczej pojawiają się na bieżąco i są spontaniczne.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. Pewnie najsensowniej byłoby zobaczyć "na żywo" jak to wygląda. Moja córka ma niecałe pięć lat i po jej zachowaniu ewidentnie widać, że kontakt z dziećmi młodszymi i starszymi to świetny pomysł. Wydaje się też być bardzo naturalny - na placu zabaw dzieci się przecież nie rozdzielają wg wieku.

      Usuń
  3. Proszę Pani! Mam córkę w przedszkolu Montessori, stoimy przed wyborem szkoły, będę do Pani zaglądać. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń